... chustę. Sama w to nie wierzę. Przedwczoraj ostatni szlif, pranie i suszenie. Dziś oglądanie efektów, przymierzanie broszek, które powstały w tzw międzyczasie i zapakowanie by doczekała w całości do momentu wręczenia mamie. Chusta po upraniu tak fajnie się rozprostowała, że ani rozciągać ani prasować nie trzeba by widać było wzór. Jeśli chodzi o broszki powstały 4:
czerwona z czarną świecącą nicią:

bordo z mieniącymi się włoskami:

fiolet z mieniącymi się niteczkami, o dziwo nawet koloru mi nie zmieniło:

moherowa zieleń, która na początku nie posiadała listków, ale na życzenie mamy udało mi się coś dobrać:

nie widać na zdjęciu ale w środku ma piasek pustyni z zieloną skazą, co w sumie daje bardzo fajny efekt. Zawiozłam je wszystkie do mamy by sobie coś wybrała, bo chciałam jej dorzucić do chusty. Oczywiście oczy jej się do wszystkiego świeciły, na nic nie mogła się zdecydować, ale chyba kamień przeważył. jedyne co to zażyczyła sobie listków do niego, ale na szczęście udało mi się wygrzebać w miarę pasującą włóczkę. A tu wszystkie razem na chuście ( niestety tutaj filet zmienił kolor):

Powstał jeszcze jeden kwiatek ale go na razie nie pokażę.
Niestety zonków mam dalszy ciąg. Kolejny związany jest z wygraną w Candy przez Polly. Nie dość, że biedaczka przez moją chorobę musiała czekać to jeszcze pocztowe gamonie zapodziały paczkę. Miał być polecony priorytet a do dzisiejszego dnia nic do niej nie dotarło, mimo że wysłane w zeszły piątek. Obdzwoniłam poczty no i w poniedziałek albo we wtorek idę składać reklamację. Poczekam jeszcze parę dni jeśli nic do Polly nie dotrze będzie przesyłka nr 2.
A teraz zmykam bo chyba przez nerwy i wiatr udało mi się dzisiejszej nocy przespać aż godzinę i wcale nie jestem pewna czy całą. Teraz mnie muli zatem dobranoc:D