Jakiś czas temu
Tengel w ramach niekończącej się wymianki przesłał mi swoje "stare" narzędzia do pergamano. Długo marudził, a ja długo go zwodziłam. A to nie mam pergaminu, a to nie mam siatki do perforowania ( tak to się chyba nazywa). W końcu się jednak zmobilizowałam i w zeszły weekend ( poprzedni nie ten, który właśnie minął) miałam przyspieszony kurs. Kocham internet i jego możliwości, a szczególnie komunikatory. Dzięki ustrojstwu zwanemu skajp odbyłam kurs wizualny i werbalny. Tengel chyba też miał niezły ubaw, bo niestety jak robię coś pierwszy raz i mnie to pochłania wydaję różne westchnienia, achy, ochy, mamroczę pod nosem.. Dobrze, że nie widział języka na brodzie i min. Poza tym musiał biedak czekać bo przecież przy moim tempie żółw to wyścigówka. Wszystko jest fajne dopóki nie trzeba wycinać koronek. Straszna mordęga, bolą nadgarstki no i jak się źle weźmie nożyczki to i kciuk odpada. Niektóre koronki niestety pomimo piękna, jak na razie dla mnie są niewykonalne, ponieważ pęka mi pergamin. Oto efekty pierwszego starcia. Zakładka, która miała być na czerwonym lub różowym tle. Jak widać wyszła na zielonym:D Wzór dostałam od Tengela, koronka wg jego wskazówek.

A tu już moja własna inwencja. Mały karnecik na czerwonym tle. Kwiatek z jakiegoś wzoru w innym celu ściągniętego, nawet nie pamiętam skąd go mam
. 
Dorzuciłam dziś resztę posiadanych serwetek. Nie sądziłam, że aż tyle ich nazbierałam. Można je zobaczyć
TU.